Burmistrz o szkołach stowarzyszeniowych

Odsłony: 1311

{jcomments on}Burmistrz o szkołach stowarzyszeniowych

23 marca 2013 r. w porannej audycji Radia Opole burmistrz Głuchołaz zabrał głos w sprawie szkół stowarzyszeniowych. Powiedział m.in.:

„Kiedyś musieliśmy ze względów demograficznych zamykać szkoły. Daliśmy szansę stowarzyszeniom. Powstały szkoły publiczne, gdzie okazuje się, że oczekiwania tych szkół są zdecydowanie większe niż te, które deklarowały przy zakładaniu szkoły. Bo przecież reguły się nie zmieniły, klarowne zasady były i są w gminie Głuchołazy już od lat ponad czternastu, kiedy pierwsza szkoła stowarzyszeniowa została uruchomiona”.

Pierwsze zdanie niewątpliwie zabrzmiało optymistycznie. Skoro zamykano szkoły kiedyś, to obecnie nam to już może nie grozi, więc ku ogólnej radości dwie wiejskie szkoły się w gminie utrzymają.

Ciekawe jednak, co burmistrz miał na myśli, mówiąc, że dał szansę stowarzyszeniom? Raczej należało powiedzieć, że nie dał szansy wiejskim szkołom gminnym, a rodzice, kiedy znaleźli się w sytuacji bez wyjścia (mieć szkołę we wsi lub skazać dzieci na dojazdy do innej), podjęli się trudu jej prowadzenia. Nie była to żadna szansa, ale konieczność. Poza tym przy zakładaniu nowej szkoły nikt nie składał żadnych deklaracji co do oczekiwań, a zatem nie można stwierdzić, że oczekiwania szkół się zwiększyły. Wiadome jest, że warunki dyktuje gmina, a pieniędzy daje tylko tyle, ile musi. Skoro jednak podsekretarz stanu z upoważnienia ministra w odpowiedzi na zapytanie poselskie stwierdził, że szkołom wiejskim należy się wyższa dotacja, trzeba tę sprawę wyjaśnić i jeśli istotnie tak jest, zastosować się do istniejącego prawa. Opowiadanie, że są klarowne reguły w gminie Głuchołazy od 14 lat, nie jest żadnym argumentem. Klarowne nie znaczy ani dobre, ani zgodne z prawem. Bywa, iż klarowne zasady utrzymują się długo, ale czas nie sprawia, że  nabierają wartości, których od początku nie miały. Złe zasady też bywają klarowne, wszystko zależy przecież od tego kto i jak je formułuje. 14 lat temu należało zgłębić art. 80 ustawy o systemie oświaty i dzisiaj nie byłoby problemu przy wyliczaniu dotacji. Tymczasem „każdy interpretuje prawo tak, jak jest mu wygodniej”, co powiedział burmistrz wcześniej, i mamy w gminie, co mamy. Z drugiej strony, świadomość, że te klarowne zasady funkcjonują w gminie tylko 14 lat jest pocieszająca. Jeśli się okaże, że są niezgodne z prawem, to może tylko 14 lat do tyłu będzie trzeba wypłacać wyrównania szkołom stowarzyszeniowym.