Co lub kto uratuje nasze drogi?

Odsłony: 1304

{jcomments on}Co lub kto uratuje nasze drogi?

O tym, że nasze gminne drogi są w kiepskim stanie, może się przekonać każdy kierujący pojazdem, nawet rowerem. Widać to szczególnie teraz, kiedy kończy się zima, a topniejący śnieg i rozmarzający grunt ujawnia wszystkie niedoskonałości nawierzchni. Problem nie dotyczy oczywiście tylko naszej gminy, bo dziurawe drogi to już nasza narodowa wizytówka. Trzeba jednak powiedzieć, że ta wiosna jest dla szos naszej gminy wyjątkowo trudna. Obok bowiem naturalnego procesu niszczenia asfaltu na skutek wieku i codziennej eksploatacji mamy jeszcze sporo ubytków, mówiąc delikatnie, wynikających z prac związanych z inwestycją wodno-kanalizacyjną. I bynajmniej nie chodzi tu o odcinki, na których ciągle trwają wykopy. Zrozumiałe jest, że w tych miejscach kierowcy spodziewają się utrudnień i są przygotowani na wszelkie niewygody. Znacznie gorzej jest tam, gdzie prace kanalizacyjne zakończyły się wcześniej, np. w ubiegłym roku. Coś, co na początku sprawiało wrażenie w miarę równej powierzchni, od dawna już takie przestało być, a nawet takim się zdawać.

Najgorzej, gdy pada deszcz, a tworzące się kałuże zacierają rzeczywisty obraz naszych dróg. Przy takiej aurze o wszelkich ubytkach nawierzchni możemy przekonać się dopiero wtedy, gdy w najlepszym razie uderzymy głową w podsufitkę naszego samochodu, a w najgorszej scenerii stracimy koło lub inną niezbędną do ruchu część pojazdu. Pozostałości po wykopach nie wystarczy poprzedzić znakami ograniczającymi prędkość, tym bardziej, że prawdopodobnie znaki o tak małych wartościach prędkości w ogóle nie istnieją! Dobrze byłoby, gdyby ekipy prowadzące sieć kanalizacyjną pod ulicami i innymi drogami użyteczności publicznej od czasu do czasu sprawdziły, czy efekt ich pracy, mówiąc kolokwialnie, nie zapadł się lub nadmiernie wybrzuszył, tworząc utrudnienia dla kierujących i pieszych. A już na pewno wskazane by było, żeby reagowano na zgłoszenia mieszkańców, którzy w desperacji udają się z takimi problemami do burmistrza. Burmistrz Głuchołaz  nie jest w końcu od tego, by nadzorował prace wodno-kanalizacyjne w terenie. Wystarczy, że musi mieć pozór na poczynania spółki „Wodociągi”, która niemało go już pewnie nerwów kosztuje.