Chore procedury narażają chorych

Odsłony: 1300

{jcomments on}Chore procedury narażają chorych

Gdyby nie fakt, że chodzi tutaj o życie człowieka, można by to zdarzenie potraktować w sposób humorystyczny. Sprawa dotyczy jednak ważnego problemu – ratowania ludzkiego życia i w żadnym razie nie powinna śmieszyć. Absurdalność, którą obserwujemy, należałoby raczej jak najszybciej usunąć, wyeliminować z naszego życia. Ale przejdźmy do szczegółów. Zdarzenie miało miejsce w Nysie. Karetka pogotowia potrzebowała półtorej godziny, by pokonać trasę z nyskiego szpitala do Polsko-Amerykańskiej Kliniki Serca, która znajduje się po drugiej stronie ulicy. W dodatku oczekującym na nią był pacjent z zawałem serca.

Jak się okazuje, procedury nie pozwalają, by transportować chorego karetką, która znajduje się pod szpitalem w Nysie, ale specjalną sprowadzoną aż z Opola. Pomijając kwestię czasu, która jest przecież ogromnie ważna w tym przypadku, pozostaje jeszcze kwestia finansowania. Każdorazowy dojazd karetki to ponad sto kilometrów (w obie strony) naddanej drogi i co najmniej 2,5 godz. pracy załogi karetki. Nie trzeba być ekspertem, żeby dostrzec, że rozwiązania takie nikomu nie służą, ani pacjentowi, ani finansom NFZ-u.  Procedury, jak to w Polsce, są zbyt rygorystyczne, a nas po prostu nie stać finansowo, by zgodnie z nimi postępować. Gdyby było inaczej, specjalistyczna karetka czuwałaby pod każdym szpitalem 24 godziny na dobę. Niestety, wyliczono już, że wydatek taki ( dla 800 szpitali w Polsce) uszczupliłby środki NFZ-u o ponad miliard złotych.

W takiej sytuacji zastosowanie znajduje powiedzenie „Tak krawiec kraje, jak mu materii staje”. Skoro nie stać nas na specjalistyczny, ale długotrwały i drogi transport pacjentów, należy przewidzieć to w regulacjach prawnych i zezwolić w takich jak ten w Nysie przypadkach na transport pacjenta dostępną w szpitalu karetką. W końcu tak jeszcze do niedawna się robiło. (fot. Reytan)