Burmistrz o nepotyzmie i kumoterstwie

Odsłony: 1169

{jcomments on}Burmistrz o nepotyzmie i kumoterstwie

W naszym kraju głośno mówi się o tym, że większość naboru w urzędach, samorządach i państwowych spółkach jest ustawiana. Przetargi to, jak stwierdziła dziennikarka Radia Opole, pic na wodę, fotomontaż. Czy opinię tę potwierdza nasz burmistrz, trudno powiedzieć. Z jednej strony tłumaczy bowiem, że „jesteśmy społeczeństwem, w którym są układy rodzinne, bo nigdy nie wiadomo, kto z kim jest spokrewniony”, ale zaraz dodaje:

 „Zawsze mogą być takie sytuacje, natomiast ja myślę, że to zależy od człowieka, który podejmuje takie decyzje. Moim zdaniem zawsze pewna patologia występuje i to od tego się nie ucieknie, jeżeli ktoś rzeczywiście próbuje w taki sposób wykorzystywać stanowisko. Natomiast jestem przekonany, że każdy z nas powinien zadbać o to, by takie sytuacje nie miały miejsca”.

Stanowisko burmistrza nie zostało tu jasno zadeklarowane, nie wiadomo, czy potępia nepotyzm, ale w niektórych kwestiach należy przyznać mu rację. Istotnie, poruszając kwestię niemoralnych posunięć rządzących, należy przede wszystkim winić za nie człowieka. To ludzie przecież postępują nieetycznie, wykorzystując władzę do swoich celów. Nie potrzeba  żadnych dodatkowych ustaw, zabezpieczeń prawnych, jeśli na straży stoi ludzka uczciwość. Słusznie zatem stwierdza nasz burmistrz, że wartością jest już samo unikanie sytuacji, które mogłyby postawić nas przed faktem, że musimy się komuś rewanżować za przysługę, załatwiając mu intratną posadę.

Jeśli zaś chodzi o kwestię układów rodzinnych, co do których „nie wiadomo, kto z kim jest spokrewniony”, niezupełnie się z tym zgadzam. Głuchołazy to niewielka miejscowość, ludzie wiele o sobie wiedzą i na pewno nasza rzeczywistość różni się od tej pokazywanej w serialu „Moda na sukces”, gdzie stosunki pokrewieństwa wychodzą na jaw po kilkudziesięciu latach. Nie można zatem nie wiedzieć, komu powierza się dane stanowisko, no chyba że się tego nie chce wiedzieć. Nie bardzo jest zatem na miejscu stwierdzenie burmistrza: "Przecież w momencie, kiedy ktoś składa podanie, nie żądamy od niego, aby cały rodowód rodzinny przedstawiał, z kim ma związki".

Gdyby Bill Gates otaczał się swoją rodziną i znajomkami, zamiast zatrudniać najlepszych informatyków na świecie, nigdy nie odniósł sukcesu, nie stworzył potęgi Microsoftu i nie trafił na listy najbogatszych ludzi na świecie. Dopóki ten prosty argument nie dotrze do dzierżących w swych rękach władzę, dopóty nie polepszy się w naszych gminach, województwach i państwach.

 Liczą się umiejętności, a nie znajomości, co także podkreślano w cotygodniowej audycji w Radio Opole.

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Komentarze

  • Brak komentarzy