Szczurokomisja

Odsłony: 1149

{jcomments on}Szczurokomisja

Wielokrotnie już przekonaliśmy się, że obrady naszych głuchołaskich radnych to chwile niespotykanej pracowitości ukraszanej wyszukanym dowcipem. Jak się okazuje, nasi samorządowcy prześcigają się w pomysłach wymyślenia coraz to bardziej absurdalnych problemów, które mogłyby stać się tematem ich rozważań. Ostatnio modne są sprawy dotyczące świata zwierząt. Debatowali już o psach, teraz przyszła kolej na szczury.

Przytaczamy fragmenty dyskusji dwóch członków komisji rewizyjnej:

„- Pojawiła się teraz wymagana przez strażników miejskich deratyzacja i jeżeli ktoś nie ma, no to musi przedstawić paragon, że sobie kupił trutkę na szczury. No, trochę to jest bulwersujące wśród mieszkańców, no bo (...) napisane jest: obowiązkowa deratyzacja jest w  instytucjach użyteczności publicznej.

 

-(...) Każdy właściciel budynku ma określone prawem obowiązki niezależnie od tego, czy jest to budynek jednorodzinny, czy wielorodzinny te obowiązki trzeba wypełniać. Na terenie, tzn. w ogóle obowiązkiem właściciela jest bodajże dwukrotna deratyzacja budynków (...).

- (...)[Ludzie] kupują te trutki, w domu trzymają albo paragony mają, biegają do urzędu i paragon przedstawiają. Trochę to jest takie śmieszne!

- A z drugiej strony, jak się sąsiedzi skarżą, że biegają szczury po podwórku, to co?

- To to jest inna sprawa.

- A skarżyć się skarżą!”.

Dialog jakby żywcem wzięty z komedii Barei. Lepszego nie przeprowadziłby ze swym sąsiadem nawet cieć z budynku przy ulicy Alternatywy 4. Co ważne, wszystkie te nonsensy powstały na wskutek interpretacji obowiązującego u nas regulaminu.

Widać w naszej gminie jego lektura jest niezbędna, prawie tak jak w czasach komunizmu znajomość „Dzieł” Lenina. Taki dokument to, jak się okazuje, skarbnica gminnej mądrości, tym bardziej, że zapisano w nim obowiązki, z których żaden zdrowy umysłowo człowiek nie zdaje sobie sprawy.

Kto by pomyślał na przykład, że trzeba trzymać w domu paragon z trutki na szczury? Swoją drogą – dobrze, że nie fakturę imienną! Chociaż, brnąc krok dalej w głuchołaską otchłań absurdu, trzeba sobie taką fakturę kazać wypisać, bo paragony po pewnym czasie blakną!

Wracając jednak do tematu, nawet przy założeniu, że mieszkaniec ma obowiązek przeprowadzać deratyzację swego budynku, nie znaczy to, że powinien trzymać w domu trutkę czy paragon. Żadnym argumentem w sądzie nie byłby fakt, że ktoś nie ma paragonu. Najpierw trzeba by chyba udowodnić, że ma się szczury!

Absurdalnego prawa mamy w Polsce dość, a jego interpretatorów jeszcze więcej. Dobrze byłoby, żeby każdy wykonywał swoje obowiązki najlepiej, jak potrafi, a nie przysparzał ich innym. Ludzie w naszej biednej gminie  naprawdę mają na co wydawać swoje pieniądze i ostatnią rzeczą, o której marzą, jest kupowanie trutki na szczury (na potrzeby okazania jej stróżom porządku), tym bardziej, jeśli ktoś tych szczurów nie posiada. Także straż miejska ma chyba ważniejsze sprawy na głowie niż sprawdzanie paragonów na trutkę.

Jeśli zaś gmina czy niektórzy radni tak bardzo pragną przeprowadzić na naszym terenie deratyzację, niech ujmą tę potrzebę w budżecie na następny rok. Nie na takie dziwactwa szły już pewnie pieniądze z naszych podatków.

Naszym zaś radnym, którzy długie godziny debatują o tym, jak sprawić, by ludziom w gminie Głuchołazy żyło się lepiej, dedykujemy sentencję Williama Whartona: „... do jakich absurdów dojść może umysł ludzki, kiedy nadmierna potęga rozumu skoncentrowana zostanie na zbyt małej przestrzeni”.

Panowie, może trzeba poszerzyć tę przestrzeń! (foto: Oskila)