Reklamują czy oszukują?

Odsłony: 1327

{jcomments on}Reklamują czy oszukują?

Chcąc, nie chcąc, temat naszego liceum ciągle powraca w naszych mediach. Nie ma co się dziwić, w końcu tyle lat szkoła funkcjonowała w Głuchołazach, że nikt nie spodziewał się, że może być inaczej, że nagle jej istnienie będzie zagrożone.

Coraz więcej osób dostrzega, że cieniem na sytuacji szkoły kładzie się brak odpowiedniej promocji i jednocześnie brak walorów, które można by promować. Szkoły w sąsiednich miastach, w Nysie i Prudniku, doskonale wiedzą, że dzisiaj można mieć bardzo dobry towar, ale jeśli się go nie reklamuje i odpowiednio nie zapakuje, trudno go sprzedać. Towarem jest w tym wypadku edukacja. Towarem w dodatku coraz bardziej pożądanym, skoro tak wiele osób w niego inwestuje. Potrzeby promocji nie rozumieją i nie pochwalają nasze władze, a już szczególnie naczelnik wydziału oświaty, która tak komentuje sytuację:

„ Mnie jest jako nauczycielce z wykształceniem bardzo przykro, gdy na przykład szkoły prowadzą taki wyścig.

Po prostu przyciągają ucznia, obiecując tym rodzicom i uczniom, że to jest klasa mundurowa, że to jest klasa jakaś biznesowa. Proszę państwa, no owszem, organ prowadzący może dołożyć jedną godzinę, dwie godziny w takiej klasie, ale co ta klasa mundurowa będzie robiła. Ona matury z mundurówki nie zdaje, studiów mundurowych nie ma. Nie ma czegoś takiego. To dziecko jest w normalnej szkole ponadgimnazjalnej. Ma może jedną godzinę dołożą czy dwie godziny, zależy od pasji tego nauczyciela, co będzie w ciągu tej dodatkowej godziny robił z tymi dzieciakami. A tak to mówienie, że jest to klasa biznesowo-prawna! Spotkanie z prawnikiem nie czyni klasy o profilu prawniczym (...). Ktoś ma może lepszą siłę przebicia w takim nazywaniu. U nas też w zespole szkół nie mówi się, że powstała pierwsza klasa liceum angielska, tylko o poszerzonym języku angielskim. My też mamy takie klasy i to mamy jeszcze innowacyjne (...). To jest takie przyciąganie, ale z drugiej strony jest to oszukiwanie człowieka, bo on się zapisuje do tej klasy mundurowej, a ani w mundurze nie chodzi, może gdzieś tam raz może pójdą na strzelnicę (...)”.

Jedna czy dwie godziny tygodniowo daje cztery lub osiem godzin miesięcznie, a w skali roku jest około 35 tygodni nauki. Wiele przedmiotów w klasach o profilu na przykład ogólnym jest nauczanych w takiej właśnie ilości, czyli dwie godziny tygodniowo, a przecież kształcą się tam także przyszli studenci tych właśnie kierunków.   Dla tylu godzin, w dodatku ciekawych, warto wybrać szkołę i klasę i uczniowie naszej gminy to robią. Wie o tym nawet naczelnik oświaty, bo zauważa, że zdarza się, iż uczniowie odchodzą z tych klas i wracają do Głuchołaz, ale nie z powodu niespełnionych oczekiwań, lecz trudnej sytuacji finansowej. Zresztą sama tak o tym mówi:

„Myślę, że gdyby rodziców było stać, żeby one dojeżdżały, było więcej tych środków lokomocji, to dziecko by nie wróciło tu do Głuchołaz”.

A zatem wszystko jest jasne: sporo młodych ludzi poszukuje odmienności,  dość ma tradycyjnych profilów licealnych i potrzebuje być informowanym o ofercie edukacyjnej, którą dana szkoła przygotowała. Czasy przyzwyczaiły nas do reklam i najczęściej to nie my poszukujemy informacji o towarach, tylko one poszukują nas. Tak samo musi być w przypadku edukacji.

Nie ma nic złego w tym, aby wydział oświaty pomagał w promocji szkoły. Jeśli zachęta jest uczciwa, zgodna ze stanem faktycznym, nie jest oszustwem, ale sposobem docierania do odbiorców, formą komunikacji.

Trzeba wreszcie zmienić tok myślenia i dopasować się do nowych czasów i nowej młodzieży, póki ona jeszcze jest i nie zdążyła wyjechać za granicę. Nie łudźmy się, że powrócą dawne czasy ani że swoją biernością zahamujemy ciągle następujące zmiany. Może być jeszcze tak, że nie tylko do Nysy będą nam uczniowie uciekać, ale znacznie dalej, a stamtąd już powrót będzie o wiele trudniejszy.

Na zakończenie poddajemy pod refleksję czytelnikom, a także osobom starającym się uratować nasze liceum  maksymę  Henrego Forda, który powiedział:

„Jeśli jest coś, czego nie potrafimy zrobić wydajniej, taniej i lepiej niż konkurenci, nie ma sensu, żebyśmy to robili i powinniśmy zatrudnić do wykonania tej pracy kogoś, kto zrobi to lepiej niż my.”