Jak kanalizują w gminie Nysa?

Odsłony: 1798

{jcomments on}Jak kanalizują w gminie Nysa?

Starożytni Rzymianie mawiali, że przykłady pożyteczniejsze są niż rady. A zatem biorę za telefon i dzwonię do przedsiębiorstwa wodociągowego „Akwa” w Nysie. W sekretariacie odbiera bardzo miła, uprzejma pani. Informuję, iż piszę artykuł dla portalu internetowego i zbieram materiały o tym, jak inwestycja kanalizacyjna jest realizowana w różnych gminach. Moja rozmówczyni od razu proponuje pomoc i doradza, kto mógłby udzielić mi takich informacji. Wspomina nawet o rozmowie z prezesem „Akwy”, ale oczywiście odmawiam, bo sprawa jest błaha i nie zamierzam marnować cennego czasu pana prezesa. Przeprowadzam krótki wywiad z osobą odpowiedzialną za realizację projektu kanalizacji w gminie. Oczywiście potwierdza, że właściciele posesji są obciążani tylko kosztami budowy przyłącza od ściany budynku do pierwszej studzienki, a w razie, gdy jej nie ma – do granicy posesji. Resztę kosztów pokrywa „Akwa”, która pozyskuje na ten cel pieniądze unijne, gminne itp. Takie rozłożenie kosztów jest podyktowane obowiązującym prawem, tj. USTAWĄ z dnia 7 czerwca 2001 r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków.

Postanawiam drążyć temat dotyczący przyłączy, ale jestem proszona, by zadzwonić później, bo osoba najbardziej kompetentna jest na zebraniu.

 Ponowny telefon i znów spotykam się z wielką uprzejmością i chęcią pomocy. Moim rozmówcą jest wiceprezes „Akwy”.  Nie przeszkadza mu, ze zawracam głowę jakimś artykułem, ale długo i jasno odpowiada na pytania. Zaczynam od tego, że nie rozumiem, dlaczego w gminie Nysa mieszkańcy płacą tylko za te krótkie odcinki do studzienki, a inna gmina wymaga, by płacili do granicy posesji, nawet gdy na niej jest studzienka kanalizacyjna. Mój rozmówca też oczywiście tego nie wie, ale wyjaśnia, że w gminie Nysa robi się to zgodnie z ustawą, nad czym czuwa radca prawny „Akwy”. Dodaje jeszcze, że w 2008 r. była nowelizacja ustawy i być może niektóre gminy opracowywały projekt kanalizacji wcześniej i nie naniosły poprawek. W takim razie osoby budujące ze swoich środków powinny wystąpić o zwrot poniesionych kosztów i na pewno je dostaną. Takie sytuacje odpłatnego przejęcia urządzeń kanalizacyjnych zdarzają się, choć rzadko, w gminie Nysa, bo czasem ktoś na przykład woli na swoim podwórku budować sam. „Akwa” zwraca jednak 100% tych kosztów i co do tego nie ma żadnej dyskusji.

Dla jasności jeszcze raz pytam, czy za cały koszt studzienek na posesji i przepompowni, jeżeli są, płaci spółka i naturalnie słyszę potwierdzenie. Skoro już jestem przy przepompowniach, dowiaduję się o finansowanie prądu dla tych urządzeń. Okazuje się, że w gminie Nysa jest ich zaledwie 2 lub 3, więc nie wypracowano jakiegoś szczególnego rozwiązania. Przedsiębiorstwo indywidualnie dogaduje się z właścicielem posesji. Według prawa prądu nie można sprzedawać, więc należy się porozumieć, by w efekcie mieszkaniec za niego płacił. Pocieszające jest to, że są to sumy rzeczywiście niewielkie (1 do 2 zł na miesiąc). Jeżeli jednak nastąpi awaria przepompowni i ona zużywa wtedy więcej tego prądu, „Akwa” pokrywa te koszty. Pan wiceprezes odsyła mnie w tej sprawie do przedsiębiorstwa wodociągowego w Brzegu, bo tam takie sytuacje występują częściej i oni wypracowali jakieś rozwiązania, może w obniżce taryfy czy coś takiego.

Dziękuję za miłą rozmowę, poświęcony czas i odkładam telefon.

Dziwię się, że można tak sympatycznie rozmawiać sobie  o kanalizacji. Dziwię się i zazdroszczę jednocześnie.