O dotacji dla szkół na komisji oświatowej

Odsłony: 1087

{jcomments on}O dotacji dla szkół na komisji rewizyjnej

Trzeba powiedzieć, że tym razem Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej w Głuchołazach stanęła na wysokości zadania, mierząc się ze sprawą dotacji dla szkół stowarzyszeniowych. Owe sprostanie wymaganiom nie było oczywiście tym, co rozwiązałoby sporną kwestię między gminą a Stowarzyszeniem Edukacyjnym „Przyjazna Szkoła” w Gierałcicach, ale komisja podjęła trud wysłuchania argumentów drugiej strony, czego na poprzednim posiedzeniu nie uczyniła, a co wyraźnie świadczy o tym, że zgromadzeni radni, choć obstają przy swoim stanowisku, rozumieją, że ktoś może mieć w tej sprawie inne zdanie.

Właściwie to trzeba zauważyć, że uczestnicy spotkania zgodni byli co do jednej kwestii: ani stowarzyszenie nie chce od gminy pieniędzy, które mu się nie należą, ani radni nie zamierzają pozbawiać szkoły środków finansowych, które jej się należą. Cały problem polega jednak na tym, że brak jest w tym sporze decyzji o mocy prawnej, która przechyliłaby szalę zwycięstwa na jedną ze stron.

Niedobrze, że Regionalna Izba Obrachunkowa w Opolu, która do tej pory w Głuchołazach cieszyła się autorytetem co najmniej jak Pytia w Delfach, choć nie ma mocy stanowienia przepisów prawa, i sama to na każdym kroku podkreśla, również w swej opinii pozostaje neutralna i niekonkretna. Właściwie, gdyby w odpowiedzi na postawione przez gminę pytanie, jak mają być dotowane szkoły stowarzyszeniowe, napisała „róbta, co chceta”, to efekt byłby ten sam, a oszczędziłaby sobie i czasu na formułowanie dłuższej wypowiedzi, i zużytego papieru.

Sprawa jest trudna, co nie znaczy, że niemożliwa do rozwiązania i z pewnością w przyszłości się rozstrzygnie. W ogóle to trzeba zauważyć, że w ostatnim czasie wiele już „wyprostowano” w naszej gminie. Chodzi tu o pieniądze na dzieci niepełnosprawne, które wreszcie docierają do szkół, pieniądze na dwuipółletnie przedszkolaki, które też się znalazły. Te i inne przykłady przypomniano dzisiaj podczas posiedzenia komisji rewizyjnej, bo one najdobitniej potwierdzają fakt, że człowiek jest omylny i nie może bazować jedynie na niepewnym autorytecie, który niewiele ma wspólnego z prawem i prawdą.

To, co w całej sprawie dotyczącej dotacji dla szkół stowarzyszeniowych najbardziej boli, to fakt, że gmina świadomie bądź nieświadomie doprowadziła do sytuacji, że oświata na naszym terenie została podzielona na dwie różne kategorie. Są szkoły lepsze, gdzie na ucznia samorząd płaci ze swego budżetu godziwe pieniądze (nawet ok. 7 tys. zł), a wtedy starcza ich na wszystko, i są szkoły gorsze, które przysparzają gminie oszczędności, bo jeden uczeń dostaje od gminy tylko 521 zł rocznie.

Czy gmina postępuje zgodnie z prawem, pokaże czas, ale że nie dzieli równo środków na oświatę, widać już dzisiaj.