Dawny Wielki Piątek - artykuł nadesłany

przez Artykuł nadesłany
Odsłony: 493

Dzień Wielkiego Piątku, we wspomnieniach z dzieciństwa, zachował się jako chłodny i ponury.

W parafii Burgrabice był zwyczaj, jeszcze do lat osiemdziesiątych XX wieku, że o świcie ministranci w czerwonych sutanelach szli drogą, klekocąc kołatkami. Ich donośny miarowy stukot przeszywał ciszę poranka, obwieszczając śmierć Chrystusa. Po przejściu ministrantów powracała cisza, ale już inna, posępna i majestatyczna,

Dopiero wczesnym przedpołudniem ożywiał się ruch na ulicy. Jedni szli do sklepu, aby zająć kolejkę po chleb, inni udawali się do sąsiadów za chrzanem, buraczkami ćwikłowymi, mirtem albo asparagusem potrzebnym do ozdobienia koszyczka wielkanocnego. Kobiety z blaszkami ciasta spieszyły do piekarni w Sławniowicach, która w okresach przedświątecznych, za drobną opłatą, świadczyła usługi dla mieszkańców.

W sadach zakwitały przebiśniegi, a pod murami maleńkie fiołki o przecudnym zapachu. Biedne to były święta, ale serdecznie oczekiwane. Smutek Wielkiego Piątku szczerze przenikał serce. W kościele cisza, Boży Grób i ciężkie fioletowe sukno znamionowały, że wydarzyło się coś wielkiego.

Proboszcz ks. Jan Kęsek (1973-2014) wprowadził całonocną adorację. Poprosił, aby poszczególne rodziny czuwały przy Bożym Grobie chociaż przez godzinę. I tak przez całą noc zmienialiśmy się co godzinę, starając się, aby Jezus w Najświętszym Sakramencie na dłuższy czas nie pozostawał sam. Czasami było trudno, ale potem była mała radość, że pomimo wszystkiego człowiek coś od siebie dał. Bo wiarę jak miłość, potwierdza się drobnymi gestami.

RW